Muzyka coverami stoi, co rusz pojawiają się nowe interpretacje cenionych utworów, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Śmiało można usnuć tezę, że tak jak „niebo” usłane jest gwiazdami, tak przemysł fonograficzny usrany jest coverami, które te „gwiazdy” wykonują. Zazwyczaj z bardzo mizernym skutkiem.

Szczęście w nieszczęściu, że świat nie znosi próźni również w powyższej kwestii. Dlatego też, siłą rzeczy, zdarzają się wyjątki, które nie tylko cieszą ucho, ale również sprawiają, że utwór nabiera zupełnie innego charakteru, a równocześnie mogą śmiało konkurować z pierwowzorem.

Nie inaczej jest w przypadku utworu The Guns of Brixton grupy The Clash, utworu niezwykle prostego w swej konstrukcji i wyrazie, a jednocześnie niezwykle trudnego do zinterpretowania, szczególnie w wersji płytowej, która jest kompletna pod każdym względem: melodyjna, prosta, pulsująca, oddająca jamajskiego ducha dzielnicy Brixton w czasach, gdy piosenka powstawała. I mimo, że rękawice podjęło wiele grup muzycznych to tylko w 3 przypadkach można bez krzty wątpliwości stwierdzić, że wyszły z tego pojedynku zwycięsko dorównując grupie The Clash.

Już samo intro do utworu Strzelby z Brixton szczecińskiego The Analogs idealnie zwiastuje bunt i złość, które są charakterystyczne dla tego wykonania. Jest to również najlepszy cover The Guns of Brixton z jakim można mieć doczynienia, jednocześnie najbardziej zbliżony do oryginału. Klasyk polskiego street punku, który aż kipi szacunkiem do materiału źródłowego. Wywołujący ciary, gdy wybrzmiewają dźwięki refrenu.

Równie wyśmienite podejście zaprezentował zespół Dropkick Murphys, który „przemodelował” pierwowzór kierując go w kierunku amerykańskiego hardcore punku, upraszczając go jednocześnie do granic możliwości. W skrócie: 2 minuty i 47 sekund energii, która przenika przez całe ciało słuchacza kołysząc trzewia. Nic dodać, nic ująć, śpiewać.

Chłopcy z Huty grupy Pidżama Porno „bujają” od samego początku do samego końca utworu. W charaktrystyczny dla siebie sposób Krzysztof Grabowski z zespołem, wespół z Marcinem Świetlickim, stworzyli rewelacyjny crossover wywołujący u słuchacza mindfuck, gdy niczego nieświadomy słuchacz napotka na słowa w języku polskim.

Jest tu wszystko to, czego można oczekiwać, a co czyni ten kawałek tak dobrym: irytująca maniera w głosie i kiepski „angielski” właściciela szapoklaku, niebanalne tłumaczenie wokalisty Świetlików, muzyka wybrzmiewająca adekwatnie do zadanych słów. Cud, miód i orzeszki w zbyt małej porcji.

Opublikowane przez Hubert Ślósarski

Anarchista. Ateista. Miłośnik GNOME. Mol książkowy. Mroczny Lord Sithów. Ojciec. Rycerzyk Nintendo. Użytkownik dystrybucji CentOS. Wegetarianin.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s